Pod koniec minionego roku mieliśmy przyjemność przyczynić się do urządzenia Klubu Pacjenta we wrocławskiej Klinice Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku. O realizacji projektu opowiada architekt – Małgorzata Chrabąszcz.

szpital1

PIXERS: Jak to się stało, że zaangażowała się Pani w stworzenie świetlicy we wrocławskiej Klinice Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku?

Małgorzata Chrabąszcz: Pomysłodawcą powstania świetlicy był profesor Tomasz Wróbel. Jestem architektem ale byłam również pacjentką tej kliniki, więc mogłam ocenić temat również od strony pacjenta. Myślę, że właśnie dlatego profesor poprosił mnie, abym zaprojektowała aranżację pomieszczenia, w którym pacjenci mogliby odpocząć i spotykać się z gośćmi.

PIXERS: Na czym Państwu zależało podczas tworzenia projektu?

Małgorzata Chrabąszcz: Przede wszystkim na tym, żeby przyciągnąć pacjentów do świetlicy. Chcieliśmy, aby było takie miejsce, w którym pacjenci będą mogli pooglądać telewizję, odpocząć w bujanym fotelu, poczytać, zagrać w coś razem, poćwiczyć lub po prostu porozmawiać przy filiżance kawy czy herbaty. Pragnęliśmy, aby pacjenci mogli choć przez chwilę nie myśleć o chorobie.

szpital3

PIXERS: Jak to się stało, że świetlica została wyposażona również przez PIXERS?

Małgorzata Chrabąszcz: Zależało mi, aby dokończyć realizację projektu. Zrobiłam zatem ogólne poruszenie wśród znajomych i firm, które znałam. A jak trafiliśmy do PIXERS? Mój syn, Adam, u Państwa pracuje i podsunął mi pomysł na wykorzystanie obrazów i naklejek produkowanych przez Waszą firmę. Zapytaliśmy, czy możecie nam pomóc i ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, błyskawicznie przyszła odpowiedź, że tak. Taka bezinteresowność zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

PIXERS: Z jakim przyjęciem spotkała się świetlica?

Małgorzata Chrabąszcz: Świetlica szybko zaczęła żyć swoim, niezależnym życiem. Z upływem czasu zauważaliśmy, że sala robi się coraz pełniejsza. Świetlica zmieniła nazwę na „KLUB PACJENTA”. Fundacja działająca w klinice zapełniła regał książkami, a nie byłoby to możliwe, gdyby takiego miejsca nie było. Pacjenci z własnej inicjatywy wykonywali własnoręcznie ozdoby, które zamontowali w klubie. Myślę, że pomysł doskonale się sprawdza.

szpita2

PIXERS: A jak powstanie świetlicy może wpłynąć na pacjentów?

Małgorzata Chrabąszcz: W leczeniu nowotworu krwi najgorszy jest przewlekły stres. A jak już wspomniałam, taki klub daje pacjentom możliwość zapomnienia o smutkach choć na chwilę. Za zgodą lekarza prowadzącego mogą się spotykać z innymi pacjentami i, zaprzyjaźniać się – porozmawiać, posłuchać muzyki czy zagrać razem w karty lub szachy. Wcześniej praktycznie nie było to możliwe.
Jednym z fajniejszych aspektów tego miejsca jest również to, że można tu przyjść na kawę, kakao czy herbatę. Co prawda, napoje serwuje zwyczajny automat, ale atmosfera jest zupełnie inna, kiedy można usiąść przy stoliku z kubeczkiem i porozmawiać. Te spotkania są bardzo motywujące, ponieważ, na „wyjście” trzeba się odpowiednio przygotować – zauważyłam, że zmiana szpitalnej pidżamy na dres, zdecydowanie przynosi poprawę samopoczucia :)

PIXERS: Czy realizacja takiego projektu jest kosztowna? Pytam nie tylko o aspekt finansowy, ale też włożony w tę koncepcję czas i pracę?

Małgorzata Chrabąszcz: Wszystko zależy od porównania kosztów i włożonej pracy do uzyskanego efektu. Mając powyższe na względzie, nie są to wielkie koszty. Myślę, że jeśli cel jest szczytny, to zawsze znajdą się osoby, które poświęcą swój prywatny czas i skoncentrują się na realizacji takiego projektu.

panorama

PIXERS: Przykład świetlicy doskonale pokazuje, jak duże znaczenie ma wspólna przestrzeń przeznaczona do celów rekreacyjnych. Czy takie rozwiązanie sprawdza się też w zwyczajnym życiu?

Małgorzata Chrabąszcz: Zarówno w naszym życiu prywatnym, jak i w biznesie takie przestrzenie wpływają na podniesienie jakości życia czy wydajności pracy. Patrząc na przestrzeń biura PIXERS, w której właśnie teraz rozmawiamy, jestem pod wrażeniem, że pracodawca przeznaczył tak wiele przestrzeni na ten cel. Jak widzę, można tutaj porozmawiać przy kawie, coś przekąsić, zagrać na konsoli czy w ping ponga, skorzystać z tarasu z widokiem na Odrę. Ktoś mógłby powiedzieć, że to strata kosztownej powierzchni czy czasu zatrudnionych osób. Jednak moim zdaniem pracownik jest bardziej wydajny, jeżeli jest szczęśliwy i ma możliwość relaksu, pozbierania myśli czy, tak po prostu, odetchnięcia w trudnych chwilach. Nie każdy pracodawca to rozumie.

PIXERS: Jeszcze raz gratulujemy projektu i dziękujemy za rozmowę.